Szkoła Podstawowa

im. Orląt Lwowskich

w Brzozówce

ul. Tarnowska 36

33-140 Lisia Góra

Tel/fax: 146784352

e-maile: spbrzozwka@o2.pl

 

POLEGLI, ABYŚMY ŻYLI WOLNI

 

 

 

Historia naszej szkoły

 

 

 

 

Rozwój oświaty w Brzozówce

 

Fragment "Kalendarium Brzozówki" autorstwa Edwarda Stacha w opracowaniu Janiny i Janusza Kitów

 

W podworskiej ,,Resztówce”

Po wielkim spustoszeniu spowodowanym wojenną zawieruchą młode państwo polskie stanęło wobec wielu zadań, wśród których wielką rolę odgrywać miało odbudowanie i upowszechnienie oświaty, co oczywiście nie było łatwe.

Przełomową datą w rozwoju oświaty w Brzozówce był rok 1949, kiedy to na złożony rok wcześniej obywatelski wniosek mieszkańców Brzozówki – przysiółka wsi Zaczarnie - utworzono pierwszą –jednoklasową na początku-szkołę zlokalizowaną w pobliskim Krzyżu w budynku ,,Resztówki” podworskiej.

W budynku tym mieszkiwały wówczas trzy rodziny. Wśród mieszkańców Brzozówki największym osobistym zaangażowaniem w powstanie placówki wykazali się Jan Kołodziej, Jan Kocoł oraz Stanisław Ligęza ,, którzy wiele przyczynili się do przyspieszenia zorganizowania szkoły”.

Za całokształt pracy dydaktyczno-wychowawczej odpowiedzialna była pierwsza i jedyna nauczycielka w nowopowstałej szkole, pani Genowefa Świątek. Nad utrzymaniem porządku w klasie czuwała pani Julia Wiatr, którą od 1965 r. zastąpiła pani Janina Kapustka. Praca ta również nie była łatwą, zwłaszcza w sezonie zimowym, kiedy wczesnym rankiem, przed godziną piątą należało napalić w piecu. Jak wspomina pani Janina Kapustka - codziennie nosiła ze sobą wiązkę drewna na rozpałkę, a podłogi zmywać trzeba było zimną wodą.

Początki były więc trudne. Wyposażenie sali lekcyjnej stanowił wypożyczony ze szkoły w Lisiej Górze mocno zużyty sprzęt składający się z trzech ławek czteroosobowych, pięciu dwuosobowych i jednego stołu. A wszystko to dzięki uprzejmości ówczesnego kierownika lisiogórskiej szkoły pana Mieczysława Krywańskiego.

Wielkim sukcesem, było powstanie w tymże 1949 roku Komitetu Budowy Szkoły z inicjatywy mieszkańców Brzozówki, którzy pragnęli mieć własną szkołę na terenie wioski.

W pierwszym roku szkolnym 1949/1950 do szkoły, w której realizowano program dla klas I-IV uczęszczali wyłącznie uczniowie z Brzozówki. Uczniowie kończący klasę IV kontynuowali naukę w szkole zbiorczej w Lisiej Górze.

Kolejnym etapem w rozwoju placówki było utworzenie w 1950 r. i wyposażenie drugiej sali lekcyjnej i zatrudnienie drugiej nauczycielki, pani Teresy Uchwat – obowiązki kierownika szkoły powierzono wówczas pani Genowefie Świątek. Nie było łatwo. Brakowało podstawowego sprzętu i pomocy naukowych – z gromady Krzyż szkoła otrzymała ,,stoły w okropnym stanie, połamane i brudne”, tablicę ,,pożyczyła od siebie” pani Teresa Uchwat, dzięki zaś staraniom przewodniczącego Komitetu Rodzicielskiego pana Stanisława Ligęzy szkoła otrzymała szafę. Również sami uczniowie czynili starania w kierunku poprawy bazy dydaktycznej szkoły - za ich pracę po godzinach nauki w Państwowym Gospodarstwie Rybnym szkoła otrzymała od gospodarzy majątku mapę fizyczną Polski.

W tymże roku szkolnym 1950/51 szkoła stała się samodzielną placówką z własnym obwodem szkolnym, do którego należały: Brzozówka – przysiółek wsi Zaczarnie, Zagórze – przysiółek wsi Pawęzów, dwa domy wsi Śmigno, siedem domów Lisiej Góry oraz część wsi Zaczarnie – po dom Antoniego Kapustki.

Rok szkolny 1952/1953 to kolejny krok w rozwoju placówki- szkoła realizowała już program 6 –ciu klas szkoły podstawowej. Dzięki zabiegom pana Stanisława Ligęzy w Wydziale Oświaty szkoła otrzymała 14 dwuosobowych ławek ,,w zupełnie dobrym stanie i bardzo wygodnych dla uczniów klasy V i VI” wycofanych z użytku w Liceum Pedagogicznym w Tarnowie.

Kolejny rok szkolny 1953/54 przyniósł nowe radości i smutki. Szkoła, znów dzięki staraniom pana Stanisława Ligęzy, otrzymała ławki dla II klasy - ,,nowe 16 sztuk i stolik dla nauczycielki” oraz 4 krzesła i nową tablicę. Natomiast gmina w Lisiej Górze poczyniła starania o lepsze warunki sanitarne dla uczniów i wybudowała nowe ustępy, które zastąpiły stare drewniane. Niestety zamieszkującej dotąd jeden pokój w Resztówce pani Teresie Uchwat wypowiedziano prawo do zajmowania lokalu i zmuszona była odtąd do dojeżdżania, a jeszcze częściej do dochodzenia pieszo z Tarnowa.. Czasami zmuszona była ona nocować na łóżku za szafami w klasie.

Dwa następne lata szkolne 1954/55 oraz 1955/56 upłynęły pod znakiem problemów kadrowych związanych z chorobą, a następnie macierzyństwem pani Teresy Uchwat – Wójcik. Znów pan Stanisław Ligęza okazał się niezwykle pomocny- tym razem wystarał się o nauczycielkę kontraktową, absolwentkę liceum ogólnokształcącego panią Marię Radlińską, która dzielnie starała się zastąpić przebywającą na zwolnieniu nauczycielkę.

Rok szkolny 1956/57 przyniósł zmiany kadrowe. Pani Teresa Wójcik postanowiła poszukać sobie pracy bliżej miejsca zamieszkania, natomiast zastąpiła ją pani Kazimiera Łakoma, mieszkanka Brzozówki. Po odejściu ze szkoły dzieci przewodniczącego Komitetu Rodzicielskiego pana Stanisława Ligęzy przeprowadzono nowe wybory, w których wyłoniono nowego przewodniczącego – pana Jana Kocoła.

Odwilż październikowa 1956 roku była przełomem dla wielu Polaków, również dla lokalnej oświaty:

,,Zmienia się nasza praca na przyjemniejszą. Zwrot w naszej polityce państwowej zaczyna się w Październiku. W szkolnictwie odczuć można ulgę po jakimś wielkim napięciu. Czujemy się teraz ludźmi, którzy swoje zdanie mogą głośno powiedzieć, i nasze zdanie też będzie brane pod uwagę”.

Szkoła w tym roku szkolnym wizytowana była przez kierownika Ośrodków Metodycznych, pana Tymkowicza, który zalecił naprawienie tablic ortograficznych uszkodzonych przez ... myszy.

W roku szkolnym 1957/58 do szkoły uczęszczało już 52 uczniów. Przebiegał on dość spokojnie, jeśli nie liczyć kolejnej wizytacji inspektora szkolnego pana Wojciecha Smulskiego, epidemii grypy azjatyckiej i kłopotliwego sąsiedztwa.

W następnym roku 1959/59 szkoła liczyła już 56 uczniów, głównie ze względu na coraz to liczniejsze klasy najmłodsze. Nie dziwi więc, że wobec trudnych warunków lokalowych, coraz częściej ,,zaczyna się szerzyć między społeczeństwem Brzozówki myśl o budowie nowej szkoły”.

Powróciła idea powstania Komitetu Budowy Szkoły. Wówczas, podczas zebrania wybrano komitet, którego przewodniczącym został Jan Kołodziej, jako ten ,,który miał największe zasługi przy organizowaniu szkoły na Brzozówce”.

Pierwszym zadaniem komitetu było ,,rozpatrzenie się za placem, który nadawałby się pod budowę szkoły”. Rok szkolny 1959/60 rozpoczęty bez zmian w kadrze nauczycielskiej, natomiast data 6 września 1959 roku z innych powodów zapisze się na trwałe w pamięci mieszkańców Brzozówki. Po wielu staraniach Komitetu Elektryfikacji, pod przewodnictwem pana Stanisława Ligęzy: ,,Elektryka – dowód postępu i świadomości społecznej, konieczności dla ułatwienia życia, dzięki rozumnym ludziom stała się dobrodziejstwem”.

1960 to rok kolejnej wizytacji pana inspektora Wojciecha Smulskiego, która przebiegała w ,,przyjemnej i koleżeńskiej atmosferze, pomimo że inspektora bolały zęby”.

W roku szkolnym 1960/61 do szkoły uczęszczało 62 uczniów. Kadra nauczycielska bez zmian.

W listopadzie 1960 roku odbyło się zebranie Komitetu Rodzicielskiego, na którym krytycznie oceniono roczną działalność Komitetu Budowy Szkoły i postanowiono powołać nowy Komitet, któremu przewodniczyłby pan Stanisław Ligęza jako ten, który ,,rzetelnie i mądrze prowadził sprawę elektryfikacji i doprowadził do końca, pomimo że miał takie zdawałoby się nie do pokonania trudności”.  Pan Ligęza wyraził zgodę na przewodniczenie Komitetowi, pod warunkiem wszakże, że w jego skład weszliby ci, którzy wspólnie z nim pracowali w Komitecie Elektryfikacyjnym. Tak oto powstał nowy Komitet Budowy Szkoły pod przewodnictwem pana Stanisława Ligęzy z panem Tadeuszem Kocołem jako skarbnikiem i panem Paluchowskim – sekretarzem. Prace komisji nabrały odtąd tempa. Wytypowano trzy potencjalne lokalizacje nowej szkoły, z których – ze względu na usytuowanie w centrum wioski-najbardziej odpowiednia okazała się działka pana Stefana Marszałka. Ustalono, że odbędzie się specjalne spotkanie, na które zaproszony zostanie pan Marszałek i wspólnie omówią sprawę parceli. Do spotkania takiego doszło w kwietniu 1961 roku i postanowiono z dobrowolnych datków po 350 zł. od domu zebrać kwotę, za którą pan Marszałek zgodził się sprzedać działkę tj. za 35.000,00 zł.  Rok szkolny 1961/62 przyniósł nadzieję na poprawę materialnej sytuacji szkoły. Inspektorat Wydziału Oświaty w porozumieniu z partią przydzielił szkole opiekuna – Przedsiębiorstwo Wodno-Melioracyjne z Tarnowa. Przedstawiciele tego przedsiębiorstwa spotkali się z kierownictwem szkoły, Komitetem Rodzicielskim oraz Komitetem Budowy Szkoły w celu rozpoznania ogólnej sytuacji i problemów, z którymi borykać się musi na co dzień placówka i zapewnili, że szkoła uzyska – w miarę możliwości- wszechstronną pomoc. I rzeczywiście – niedługo po tym spotkaniu szkoła otrzymała 2 komplety narzędzi do prac ręcznych. Na choinkę noworoczną natomiast z rąk przedstawicieli opiekuńczego zakładu pana Romana Marka i Stanisława Osmoli szkoła otrzymała projektor filmowy 8 mm wraz z filmem. Na tym jednak nie koniec pomocy zaprzyjaźnionego przedsiębiorstwa- w ramach prezentu na Dzień Nauczyciela zamontowali oni w obu klasach, na korytarzu i przed szkołą światło elektryczne, a także wzbogacili o 54 tomy księgozbiór szkolnej biblioteki. 

Już 72 uczniów uczęszczało do szkoły w roku szkolnym 1962/63, co - jak nietrudno się domyślić – było powodem do radości, ale też zmartwienia, gdyż szkoła dalej pozostawała jako dwuizbowa i stawała się coraz bardziej za ciasna. Ten rok zapisał się w pamięci głównie z powodu rekordowo mroźnej zimy. Mrozy sięgały nierzadko -40 °C, dlatego też Ministerstwo zarządziło dwutygodniową przerwę w nauce, przedłużając jednocześnie rok szkolny do końca czerwca. Mrozy i obawa rodziców o zdrowie dzieci wpłynęły na słabą frekwencję w szkole, dlatego zaistniała konieczność zorganizowania pomocy koleżeńskiej dla uczniów, którzy dużo opuszczają. Sroga zima oraz troska o realizację materiału i jego nadrabianie w każdym możliwym czasie zdominowały życie szkoły – z powodu zimna nie odbyła się choinka, nie było czasu na organizowanie imprez i uroczystości szkolnych. Był to zatem rok szkolny trudny i pod sam koniec szczególnie smutny z powodu śmierci 6 czerwca jednego z uczniów.

Następny rok szkolny 1963/64 rozpoczął się bez zmian kadrowych, jednakże z mniejszą liczbą 63 uczniów.
 Komitet Budowy Szkoły zebrał pieniądze potrzebne na zakup działki, dzięki czemu po załatwieniu formalności prawnych szkoła mogła być ujęta w ogólnym planie budownictwa państwowego na terenie powiatu.  W szkole sukcesywnie przybywa pomocy naukowych – nowe głośniki, lupy, dużo obrazów- ale to kolejny powód do zmartwień, gdyż nie ma miejsca na przechowywanie sprzętu, który składowany na ławce w klasie niszczeje.

Rok szkolny 1964/65 rozpoczął się, pomimo ciasnoty, optymistycznie: wszystkie dzieci ubrane w nowe mundurki, w 100% zaopatrzone w podręczniki. 17 grudnia 1964 r. miało miejsce wielkie, szczególnie radosne, wydarzenie w życiu szkoły – oglądanie pierwszego programu telewizyjnego na otrzymanym z Wydziału Oświaty telewizorze marki ,,Szafir”: ,,Cóż to była za radość, zdziwienie, a nawet strach. Dla wielu dzieci było to coś nadzwyczajnego, że aż dotykały i szukały za telewizorem tych, których na ekranie oglądały”. Zaiste widać wielką radość z kolejnego epokowego odkrycia, ale też ciasnota, ciężkie warunki pracy, a także tradycyjne problemy z sąsiedztwem sprawiały, że wiele trzeba było nadrabiać w tym roku szkolnym dobrym humorem.

Rok szkolny 1965/66 rozpoczął się niezwykle atrakcyjnie, a to za sprawą ... żubra, który ,, w najlepszej zgodzie z ludźmi” spacerował po Brzozówce: ,, Przez nikogo nie zaczepiany, a z daleka oglądany potężny zwierz idzie sobie drogą. Poje buraków, koniczyny, śpi nawet blisko ludzkich osiedli, idzie w kierunku Lisiej Góry. Podobno nazywa się ,,Pulpit” i wędruje z Bieszczad do Puszczy Niepołomickiej”. Z ważniejszych wydarzeń w tym roku szkolnym wspomnieć również należy o zacieśnianiu się współpracy ze szkołą w Pawęzowie, której uczniowie zostali zaproszeni na akademię z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej. Nasi uczniowie zostali zaś w listopadzie zaproszeni na występ objazdowego teatrzyku kukiełkowego. 

Kolejnym przełomowym dla rozwoju oświaty w Brzozówce był rok szkolny1970/71. Po rocznym urlopie dla poratowania zdrowia wraca pani Genowefa Świątek obejmując ponownie kierownictwo szkoły.  W czwartym kwartale 1970 roku zaczęto zwozić materiały budowlane na nową szkołę. Budowa - zgodnie z planem zatwierdzonym 06.12.1969 r. ,a przygotowanym przez Wojewódzkie Biuro projektowe Budownictwa Wiejskiego w Krakowie - ruszyła na dobre jednak w pierwszym kwartale 1971 roku. Inwestorem budowy była Okręgowa Dyrekcja Inwestycji Miejskich w Tarnowie, natomiast wykonawcą – Tarnowskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego.  W kwietniu 1971 r. szkoła złożyła w CEZASIE zamówienie na sprzęt szkolny i pomoce naukowe. Zamówienie zostało zrealizowane już tydzień po jego złożeniu, dlatego ,,wszystkie wolne mieszkania i każdy kącik w prywatnych mieszkaniach na Brzozówce zostaje zapełniony meblami i pomocami naukowymi”. Podobnie było z materiałami budowlanymi, składanymi u mieszkańców Brzozówki.

 

W nowej szkole

 

Tempo budowy szkoły było zawrotne, dlatego już 29 lipca 1971 roku nastąpiło uroczyste otwarcie nowej szkoły.  Znając wszelkie przeciwności losu, z którymi zmierzyć się musiały pierwsze ,,siłaczki” w prowizorycznej szkółce, trudno się dziwić wielkiej radości jaka towarzyszyła rozpoczęciu roku szkolnego 1971/72. Tym bardziej, że zatrudniono wielu nowych nauczycieli: Marię Madziarską, Helenę Michoń, Janinę Kitę, Krystynę Szegdę, Apolonię Kosiniak oraz Antoninę Olszówkę. Zatrudniono również więcej pracowników obsługi. Do pani Janiny Kapustki dołączyła pani Maria Zapiór, woźnym został pan Józef Kornaus, a palaczem c.o pan Stanisław Kocoł. W drugim roku działalności nowej szkoły entuzjastyczną atmosferę panującą wśród 144 uczniów i grona nauczycielskiego zakłóciła choroba kochanej przez wszystkich pani dyrektor Genowefy Świątek. Po ciężkiej operacji stawu biodrowego, ta najbardziej zasłużona dla szkoły w Brzozówce osoba nie wróciła już do pracy. Wydział Oświaty w Tarnowie obowiązki pełnienia funkcji dyrektora powierzył pani Helenie Michoń.  W czasie jej kadencji wykonano instalację wodno-kanalizacyjną, bo takiej oddana do użytku szkoła nie posiadała. Dzieci korzystały z ubikacji znajdującej się na zewnątrz budynku szkolnego, co często kończyło się ich przeziębieniem.

W czerwcu 1974 r. pani Helena Michoń zrezygnowała z funkcji dyrektora i już od września tegoż roku stanowisko to objął pan Stanisław Nowak, jedyny mężczyzna w gronie pedagogicznym. Szybko zaskarbił sobie on sympatię uczniów, nauczycieli i rodziców. Sytuacja finansowa w oświacie wciąż była trudna, niepokój budziła dodatkowo wizja konieczności łączenia klas, gdyż szkoła miała 107 uczniów a wymagany stan wynosił wówczas 120 uczniów. Dyrektorowi udało się jednakże ,,pozyskać” kilku uczniów ze Szkoły Podstawowej w Zaczarniu oraz kilku ze Szkoły Podstawowej w Krzyżu, dlatego wszyscy odetchnęli z ulgą zażegnując tę wielce niekomfortową sytuację, zarówno dla uczniów, jak też dla nauczycieli. Szkoła uzyskała w tym czasie pozytywną ocenę pracy dokonaną przez Gminnego Dyrektora Szkół pana Zenona Zabawę i jego zastępcę panią Jadwigę Depukat, którzy szczególnie podkreślali wzorową działalność Samorządu Uczniowskiego i Drużyny Harcerskiej.

Z tym większym zdziwieniem społeczność szkolna przyjęła wieść o tym, że w grudniu 1977 pan dyrektor Stanisław Nowak postanowił zrezygnować z pełnionej funkcji i pracy w zawodzie nauczycielskim. W ciągu sześciu lat funkcjonowania nowej szkoły na kierowniczym stanowisku zmieniło się trzech dyrektorów i ostatecznie znów pozostał ,,babiniec”.  W grudniu 1977 r. Wydział Oświaty w Tarnowie powołał – na wniosek Gminnego Dyrektora Szkół- nowego dyrektora w osobie pani Janiny Kity. Biorąc pod uwagę dużą płynność kadry kierowniczej w ostatnich czasach nikt zapewne nie przypuszczał, że dyrektor Janina Kita na stanowisku tym wytrwa aż 27 lat, tj. do roku 2004, do przejścia na emeryturę po 40 letniej służbie w zawodzie nauczycielskim.

W pierwszym okresie dyrektorowania pani Janina Kita postawiła na estetyzację szkoły i jej posesji. Temu celowi miały służyć między innymi konkursy na najładniejszą klasę. Dzięki temu klasy i korytarze zapełniły się kwiatami i barwnymi dekoracjami, natomiast przed szkołą powstały klomby kwiatowe, zasadzono wiele krzewów ozdobnych o kwiaty w misach ceramicznych zdobiły wejście do szkoły. Nie dziwi więc, że odwiedzający szkołę chwalili jej wygląd. Wielka w tym zasługa pani Marii Topolskiej, nauczycielki plastyki i utalentowanej duszy artystycznej. Również ona całe swoje życie zawodowe –30 lat- poświęciła pracy w Brzozówce. Uczniowie pod jej kierunkiem osiągali liczne sukcesy w konkursach plastycznych nawet na szczeblu ogólnopolskim. Warto pamiętać, że obraz Matki Bożej Niepokalanej jej autorstwa znajduje się w kościele parafialnym w Brzozówce.

Pod koniec lat siedemdziesiątych pracę w szkole podejmują trzy młode nauczycielki- pani Grażyna Lipnicka (Wróblewska) nauczycielka ,,zerówki”, pani Stanisława Wawrzonek (Kijak) nauczycielka biologii oraz pani Halina Zaucha (Kaziród). Pani Kaziród, wspaniała nauczycielka i koleżanka nadal przekazuje najmłodszym uczniom w szkole swoją wiedzę i kształtuje ich charaktery. Panią Wróblewską po 10 latach pracy zastępuje w roku 1987 pani Renata Biedroń i z wielkim zaangażowaniem przygotowuje dzieci do podjęcia nauki szkolnej do chwili obecnej. Lata osiemdziesiąte również w oświacie były ,,latami chudymi”, szkoła borykała się nieustannie z problemami finansowymi, a zakup nowych pomocy naukowych zawsze związany był z ,,szukaniem znajomości”. Niepokojący nastrój społeczno-polityczny i trauma stanu wojennego udzieliła się również polskiej szkole. Nauczyciele starali się jak mogli oszczędzić dzieciom tych przykrych przeżyć między innymi poprzez organizację wielu dodatkowych zajęć pozalekcyjnych – robili to oczywiście nieodpłatnie.

W roku szkolnym 1981/82 za odchodzące do innych szkół nauczycielki panią Antoninę Kurek (polonistkę) i panią Jolantę Łakomy (nauczycielkę w-f) zatrudnione zostały pani Barbara Cierpich (Gajda) oraz pani Ewa Zając (Stępień). Wybór okazał się świetny. Pani Cierpich z wykształcenia tłumacz języka rosyjskiego (podówczas obowiązkowego przedmiotu szkolnego) doskonale znała też język niemiecki, czego nie sposób było nie wykorzystać, wprowadzając w klasach VII-VIII dodatkowo nauczanie języka niemieckiego. Pani Cierpich nauczała też języka polskiego oraz jako wspaniała opiekunka Samorządu Uczniowskiego. Pani Ewa Zając, energiczna dziewczyna o dużych czarnych oczach porwała do uprawiania sportu uczniów klas IV-VIII. Jej wyjątkowy urok osobisty przyczynił się zapewne do tego, że mocniej zabiły serca nastolatków ze starszych klas, a na ławkach, stołach tenisowych i rakietkach do ping-ponga pojawiły się napisy ,,LOVE EWKA”.

W roku 1982/83 powstaje szkolny zespół muzyczny prowadzony przez pana Michała Śliwę, a w roku 1985/86 kółko taneczne prowadzone przez panią H...Kowalczyk.

Dobra passa szkoły trwa- w roku szkolnym 1984/85 szkoła pozyskuje dwa prawdziwe talenty pedagogiczne – panią Ewę Drelicharz (polonistkę) i panią Zofię Strączek (nauczycielkę biologii), która zastąpiła przebywającą na urlopie macierzyńskim, a następnie wychowawczym panią Stanisławę Kijak. Okazało się też, że pani Zofia Strączek zna świetnie język angielski i to ona właśnie była pierwszą w szkole nauczycielką tego języka w roku szkolnym 1986/87.

Ważnym wydarzeniem w historii wioski było uzyskanie w 1984 r. rangi sołectwa i odłączenie się od Zaczarnia, którego przez wiele lat Brzozówka była przysiółkiem. Ogromna w tym zasługa między innymi drugiego, po panu Stanisławie Ligęzie, wielkiego społecznika, który przyczynił się między innymi; do rozwoju sieci kanalizacyjnej we wsi, powstania sieci telekomunikacyjnej, powstania w 2006 roku drużyny Ochotniczej Straży Pożarnej, budowy chodnika wzdłuż głównej ulicy Brzozówki, a w późniejszym czasie do rozbudowy szkoły, która – jak się szybko okazało- nie spełniała już standardów placówki na miarę XX wieku. W dziesięć lat później efektem jego społecznikowskiej działalności będzie powstanie w Brzozówce samodzielnej parafii.

Przykrym wydarzeniem dla szkoły był fakt, że w 1985 r. z pracy w szkole zrezygnowała pani Helena Michoń wielce zasłużona dla szkoły i wybitna nauczycielka matematyki. Przez dwa lata zastąpił ją na tym stanowisku pan Jan Kuca.

Szkoła od zawsze mogła liczyć na rodziców, którzy jak mogli wspomagali jej rozwój. W 1985 roku powstał Wiejski Komitet Pomocy Szkole, któremu przewodniczyła pani Krystyna Cygan. Jedną z ważniejszych inicjatyw Komitetu miała być budowa sali gimnastycznej, której szkoła odczuwała wyraźny brak. Ustalono nawet kwotę po 1000 zł. od każdego domu na ten cel, ale okazało się, że rodziny, które nie posyłały dzieci do szkoły nie wykazały zainteresowania taką formą pomocy i ostatecznie zebrano niewielką stosunkowo kwotę, która przeznaczona została na żwir i piasek na asfaltowe boisko do piłki ręcznej i siatkówki. Oczywiście zebrana kwota była niewystarczająca, aby sfinansować całość inwestycji, dlatego nieocenioną pomoc w budowie boiska szkoła otrzymała od pana Ryszarda Madeja, dzięki którego staraniom boisko nieodpłatnie zostało wykonane przez Rejon Dróg Publicznych w Dąbrowie Tarnowskiej. Przedsiębiorstwo podarowało również szkole masę asfaltową.

Ewenementem na skalę województwa było nauczanie religii w szkole. Dotąd nauczanie religii odbywało się w domach prywatnych, co było powodem wielu kłopotów, miedzy innymi ze względu na częstą zmianę lokalizacji punktu katechetycznego, a także na odległość, jaką uczniowie musieli pokonywać do szkoły, czasami biegnąc na lekcje ponad 1 kilometr. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności była nauczycielka, pani Zofia Strączek w 1989 r. została zastępcą Inspektora Oświaty w Lisiej Górze i wspólnymi siłami szkoła walczy w Kuratorium o umożliwienie nauki religii w szkole. Dzięki panu Wizytatorowi Józefowi Kosteckiemu w roku szkolnym 1990/91 ksiądz katecheta Stanisław Jędrzejczyk mógł rozpocząć naukę religii w szkole.

W tymże samym roku pracę w naszej szkole podejmuje pani Beata Schab (Starzyk) – nauczycielka wychowania fizycznego, ponadto od kilku lat skutecznie i twórczo opiekuje się Samorządem Uczniowskim, a od roku szkolnego 2006/2007 pełni funkcję zastępcy dyrektora szkoły.

Trzy lata później pracę zaczyna pani Renata Kossowska –nauczycielka historii i języka polskiego oraz pani Beata Markiewicz – wielce oddana swojej pracy nauczycielka biologii, a obecnie także matematyki.

Przełom lat dziewięćdziesiątych był dla szkoły okresem licznych sukcesów dydaktycznych szkoły. Siedmiu uczniów odnosi sukcesy w konkursach na szczeblu wojewódzkim (język polski –3; biologia –2; historia –1; technika – 1), natomiast jedna uczennica została finalistką ogólnopolskiego konkursu recytatorskiego poezji rosyjskiej.

Szkoła podejmuje wiele znaczących działań. Między innymi włącza się do ogólnopolskiej akcji ,,Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy” Jurka Owsiaka (pani Elżbieta Czas nauczycielka matematyki, obecnie pani Joanna Morawiec – nauczycielka języka angielskiego). Szkoła staje się gospodarzem gminnego konkursu ortograficznego ,,Ortograficzna Corrida, czyli walka z bykami” (pani Ewa Drelicharz), gminnego konkursu czytelniczego ,,Jeden z najlepszych” (pan Janusz Kita). Samorząd Uczniowski pod kierunkiem pani Renaty Kossowskiej i pomocy pani Elżbiety Czas wydaje gazetkę ,,Brzozówkowe Echo”. Od kilu lat szkoła przygotowuje też w kościele parafialnym środowiskową akademię patriotyczną z okazji kolejnych rocznic uchwalenia Konstytucji 3 Maja.

Jak wiadomo sukcesy uskrzydlają, a dodatkową nadzieją było objęcie prawnej opieki nad szkołami przez samorządy. W 1994 r. samorząd gminny z panem Wójtem na czele nie szczędzi sił, aby szkoły na terenie gminy były placówkami na wskroś nowoczesnym i oto powstają nowe budynki szkół, sale gimnastyczne. Nie dziwi więc, że odżyła nadzieja na posiadanie własnej sali gimnastycznej, której brak jest coraz dotkliwiej odczuwany.

W roku szkolnym 1994/1995 do grona nauczycieli dołączył były wychowanek szkoły, muzyk Piotr Kita. Wnosi on duży wkład w artystyczny rozwój szkoły, stworzone przezeń zespół instrumentalny i chór szkolny osiągają wiele sukcesów w konkursach na szczeblu wojewódzkim oraz gminnym, gdzie nasi uczniowie są w zasadzie bezkonkurencyjni. Pod artystycznym kierownictwem pana Piotra Kity i pani Ewy Stępień powstał dodatkowo zespół muzyczno-ruchowy ,,Brzozówczanki”, którego sukcesy znane były w całym wojewódzkie. Zespół dwukrotnie zdobywał III miejsce w Wojewódzkim Przeglądzie Dorobku Artystycznego Szkół i wielokrotnie zapraszany był przez władze Tarnowa do prezentacji programu artystycznego podczas ważnych uroczystości na terenie miasta. Trzeba przyznać, że szkoła miała w tym czasie szczęście do ludzi dobrej woli, którzy finansowo wspierali talenty uczniów. Wśród nich najbardziej oddani byli Państwo Zofia i Karol Strączkowie, Państwo Jadwiga i Piotr Tarsowie, dzięki którym szkołę stać było na zakup sprzętu muzycznego i nagłośnieniowego, sportowego, kserokopiarki, dywanu, strojów. Sponsorami wielu przedsięwzięć i nagród byli Ojciec Francesco Puddu oraz lokalni przedsiębiorcy – Pan Dariusz Kalina właściciel firmy ,,Delpol”, Pan Stefan Nowak właściciel firmy ,,Unopol”, czy właściciele stacji paliw ,,A-A”.

W szkole działa wiele kół zainteresowań (recytatorskie, teatralne, plastyczne, taneczne, ekologiczne), w większości prowadzonych przez nauczycieli nieodpłatnie na zasadzie wolontariatu. Dorobek artystyczny szkoły wielokrotnie prezentowany był podczas uroczystości gminnych, głównie o akademii charakterze patriotycznym, w których zdaniem dyrektora GOK, pana Edwarda Kędzierskiego szkoła się specjalizuje.

Nie zabrakło także wsparcia duchowego, które szkoła otrzymuje od Ojca Francesco Puddu, zakonnika z Włoch i nauczyciela religii, który przyczynia się ostatecznie do powstania w 1994 r. na terenie wioski samodzielnej parafii pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Wniebowziętej. Na uwagę zasługuje też działalność duszpasterska i kulturalna Zakonu Synów Maryi.

Ważną datą dla polskiej oświaty był rok szkolny 1999/2000 w związku z wprowadzeniem Reformy Systemu Oświaty. Odtąd szkoła podstawowa będzie szkołą sześcioklasową, a uczniowie kończący w tym roku szkolnym klasę VI kontynuowali swą edukację jako uczniowie I klasy Gimnazjum w Lisiej Górze.

W tym czasie udało się znacznie poprawić warunki techniczne i estetykę szkoły. Wiele starań w tym kierunku poczynił ówczesny sołtys pan Edward Kłęk oraz radni Rady sołeckiej. W 1999 r. szkoła otrzymała nowe czterospadowe pokrycie dachowe, zastępując tym samym wysoce awaryjny stropodach. Wymieniono drzwi wejściowe, podłogi we wszystkich salach oraz szafki ubraniowe na pierwszym piętrze. Rok 2001 przyniósł modernizację instalacji centralnego ogrzewania, a stare piece koksowo-węglowe zastąpiły w pełni zautomatyzowane kotły gazowe, wymieniona została również stolarka okienna, a także wykonano ocieplenie budynku z estetyczną nową elewacją. W 2002 roku przed frontową stroną budynku szkoły położono kostkę brukową, zastępując tym samym mocno zniszczone już betonowe płyty. Trzeba przyznać, że te kosztowne inwestycje w znakomity sposób przyczyniły się do poprawy estetyki i warunków lokalowych, jednakże w dalszym ciągu wielką bolączką szkoły był brak sali gimnastycznej i konieczność prowadzenia zajęć ruchowych na korytarzu, co stwarzało problem dla uczniów i nauczycieli prowadzących w tym czasie zajęcia, ze względu na hałas towarzyszący sportowym zmaganiom. W tym samym 2002 roku na zasłużoną emeryturę odchodzi pani Maria Madziarska, nauczycielka wychowania przedszkolnego i nauczania początkowego. Wspaniały pedagog, wspaniała koleżanka oraz wieloletni zastępca dyrektora szkoły. Na jej miejsce zatrudniona została pani Edyta Kłósek – niezwykle sumienna nauczycielka kształcenia zintegrowanego.

Najwięcej zmian kadrowych było na stanowisku nauczyciela języka angielskiego. Zatrudniona obecnie pani Joanna Morawiec jest siódmym specjalistą w zakresie nauczania tego przedmiotu.

Artystyczne tradycje szkoły i bardzo dobra oferta edukacyjna poparta powyżej średnimi i wysokimi wynikami ogólnopolskich sprawdzianów zewnętrznych to poważne atuty szkoły, jednakże niewystarczające, aby sprostać na rynku konkurencji i rywalizować z nowoczesnymi placówkami. W 2004 roku, po przejściu wieloletniego dyrektora szkoły, pani Janiny Kity na zasłużoną emeryturę, do konkursu na stanowisko nowego dyrektora szkoły przystąpił pracujący od września 2001 r.(zastąpił on panią Ewę Drelicharz, która otrzymała propozycję pracy w wiodącym tarnowskim gimnazjum) na stanowisku nauczyciela języka polskiego pan Janusz Kita. W swojej konkursowej koncepcji pracy szkoły ,,Szkoła z przyszłością. Priorytety rozwoju” przedstawił plan uczynienia ze szkoły w Brzozówce placówki na miarę XXI wieku. Oprócz rozwiązań mających wpływ na usprawnienie codziennej pracy szkoły, przedstawił program poprawy bazy lokalowej szkoły, oparty na rozbudowie istniejącego budynku o salę gimnastyczną, powstanie świetlicy szkolnej, nowoczesnego centrum informacji, zaplecza kuchennego oraz nowoczesnej sali informatyczno-językowej, a także wystąpił o reaktywację idei skautingu w szkole – formacji o niezaprzeczalnych walorach wychowawczych. Brak takiego zaplecza stawiał szkołę na przegranej pozycji w konkurowaniu z nowoczesnymi placówkami, które w dobie niżu demograficznego coraz silniej starały się pozyskać uczniów spoza własnych obwodów. W praktyce szkoła ,,traciła” wielu uczniów z własnego obwodu (ok. 30%), na szczęście tyle samo pozyskiwała z sąsiednich obwodów. Dzięki przychylności dla tych idei władz samorządowych z panem wójtem Stanisławem Wolakiem na czele, a także dalekowzrocznej wizji lokalnych władz samorządowych – ówczesnego pana sołtysa Edwarda Stacha, a następnie pani sołtys Zofii Zych oraz stuprocentowego poparcia zgromadzenia wiejskiego dla idei rozbudowy szkoły w kształcie zaproponowanym przez dyrektora szkoły, już w 2006 roku rozpoczęto prace geodezyjne i wodno-kanalizacyjne związane z mającym powstać budynkiem. Od razu przystąpiono do wykonania projektu architektonicznego budynku, w którym oprócz sali gimnastycznej zawierać miał trzy sale lekcyjne, pokój nauczycielski, zaplecze sanitarne, szatnie, pomieszczenie na sprzęt sportowy, kantorek nauczyciela wychowania fizycznego oraz kotłownię. Prace nabrały niesamowitego tempa. W maju 2007 roku firma ,,Samson” z Tarnowa w drodze przetargu rozpoczęła roboty ziemne i zakończyła prace na stanie zerowym, tj. na wykonaniu fundamentów. W 2008 r. ta sama firma wykonała stan surowy otwarty budynku – budowli istotnie imponującej pod względem rozmiarów. Zaangażowanie w inwestycję i ogromne wsparcie ze strony władz lokalnych pozwalają teraz optymistycznie spoglądać w przyszłość i tylko kwestią czasu i cierpliwości jest ten dzień, w którym uczniowie będą mogli uczyć się w prawdziwie nowoczesnej szkole.

W trakcie budowy przeprowadzono między innymi inwestycje, które korespondują z całością zamysłu koncepcyjnego. Przeprowadzono kapitalny remont sali, która docelowo przeznaczona ma być dla najmłodszych uczniów w szkole – oddziału przedszkolnego. I tak dzieci otrzymały obszerną, estetycznie wykończoną salę, w której jest miejsce zarówno na naukę, jak i zabawę. Ponadto z myślą o najmłodszych uczniach szkoły (klasy 0-III) i ich rodzicach zorganizowano – ze względu na warunki lokalowe – półświetlicę, w której pod fachową opieką pani Jolanty Maciak dzieci rozwijają swoje zainteresowania, otrzymują pomoc edukacyjną, a nade wszystko bezpiecznie spędzają czas w oczekiwaniu na powrót rodziców z pracy. Często korzystają też z przywożonego na miejsce ciepłego posiłku.

Wiele zatem przeszła Szkoła Podstawowa w Brzozówce od jej skromnych początków w podworskiej ,,Resztówce” do czasów współczesnych, w których ma szansę stać się prawdziwie europejską placówką.

 

 

 

Legenda Brzozówki

 

Dawno, dawno temu, a może całkiem niedawno... Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami, a może całkiem niedaleko stąd, ta niesłychana rzecz się działa... Niewielkim królestwem u podnóża wielkich gór władał wówczas król srogi i niesprawiedliwy. Źle wiodło się poddanym tego władcy. Od świtu do zmierzchu uprawiali królewskie pola i wypasali królewskie stada, a ich zapłatą było wyżywienie tak marne, że ledwo przy życiu ich trzymało. Jednym z pasterzy strzegących trzód królewskich był człowiek poczciwy i prawego serca, a na imię miał Jakub.

Jemu szczególnie źle się wiodło ze swą nieliczną już, pozostałą przy życiu rodziną. Utrzymywał ją tylko z tego, co otrzymał od skąpego władcy.  Pewnego razu, pilnując królewskiego stada, spotkał on kobietę równie ubogą, jak on, a jej opłakany wygląd i niepewny chód wskazywały, że jest ona u kresu sił.

- Dokąd zmierzasz poczciwa kobiecino?- zagadnął Jakub.

- Sama tego nie wiem dobry człowieku. Wiem tylko, że szybko muszę znaleźć jakieś zajęcie, aby zarobić na pożywienie dla moich dzieci. Od dwóch dni idę przed siebie, ale znikąd żadnej pracy- odparła resztką sił niewiasta.

Kobieta upadła z wycieńczenia, a Jakub, podając jej wodę i chleb, z troską w głosie rzekł:

- Widzę, że słaba jesteś i zmęczona Odpocznij trochę, bo bliżej tobie do nieba, niż do ciężkiej pracy. Sam jestem ubogim królewskim pasterzem i znam biedę, jak własną kieszeń. Weź najdorodniejszą z tych owiec, a ty i twoja rodzina nie zaznacie już głodu ni chłodu- rzekł Jakub wskazując na wielkie stado owiec.

- Masz dobre serce pasterzu, ale za grosz rozumu. Przecież głową za to zapłacisz- odparła słabym głosem kobieta.

- W tym oto królewskim stadzie pasą się także moje owce - skłamał Jakub- nic mi nie grozi. Weź powiadam najdorodniejszą z nich i wracaj do swoich dzieci.

- Jesteś dobrym człowiekiem. Z całego serca ci dziękuję. Ale ty też musisz ode mnie coś przyjąć. Weź ten zwój. Są na nim napisane magiczne słowa, których nie odczytasz, ale jak będziesz kiedykolwiek w potrzebie, poszukaj najwyższego samotnego drzewa w okolicy. Jak dzwon na zamku królewskim trzy razy wybije, patrz, gdzie pada cień tego drzewa. Idź w kierunku wskazanym przez cień tak długo, aż spotkasz człowieka. A gdy go już znajdziesz, daj mu ten zwój.

Tymi słowami poczciwina pożegnała starego pasterza, a tymczasem do króla dotarła wieść, że w jego stadzie brakuje jednej owcy. Schwycili przeto strażnicy królewscy Jakuba i siłą doprowadzili przed oblicze władcy.

- Miłościwy królu – oto winowajca! – chórem odezwali się rycerze

- Pastuchu! W stadzie, nad którym oddałem ci pieczę brakuje jednej owcy. Co masz na swoje usprawiedliwienie?! – zagrzmiał król

- Wasza miłość. Stary jestem i wzrok mnie już zawodzi, a i przysnąć mi się zdarza. Może porwał ją zwierz dziki albo człowiek niecnych zamiarów, ale na swoje usprawiedliwienie nic nie mam – odrzekł pokornie Jakub

- Wiesz, jaka kara spotyka tych, którzy zawiedli moje zaufanie! Katowski miecz już czeka! Jednakowoż są dziś moje imieniny, ty zaś pół wieku wiernie mi służyłeś bez skargi na ciebie! Zaniecham twojej nieszczęsnej siwej głowy, ale zanim słońce zajdzie - idź precz z mojego królestwa! – wykrzyczał król, sam nie dowierzając swoim łaskawym słowom.

Jakub padł na kolana, zalany łzami jął prosić króla.

- Miłościwy panie! Już lepiej mnie strać! Ta ziemia, to całe moje życie

- Idź precz powiadam – wrzasnął władca - i nie sprzeciwiaj się woli króla! Straż! Wyprowadzić!

Po tych słowach króla, rycerze bezzwłocznie wyprowadzili starca i wyrzucając poza bramy królewskiego zamku, wskazali drogę. Czym prędzej udał się Jakub do swej nędznej chaty i od progu samego zwrócił się do bliskich.

- Anno, Bolku zabierajcie nasz nędzny dobytek

- Ale co się stało na miły Bóg?- zapytała zaniepokojona Anna, żona Jakuba

- Czym prędzej musimy opuścić to królestwo, nie ma innej rady – wyznał stary pasterz

- Ależ ojcze! Dlaczego? Skromnie nam tutaj, ale czy źle nam się tu żyje? – zaniepokojony Bolko zapytał ojca

- To jest królewski rozkaz! Jeśli nie chcecie być skróceni o głowę, róbcie, co powiadam! – z rezygnacją wyrzekł Jakub

- Jakubie, na Boga! Cóżeś takiego uczynił, żeby zasłużyć na gniew króla? Czym zawiniliśmy? – bliska łez Anna zapytała męża

- Nie uczyniłem nic złego – tyle mogę powiedzieć. Ale teraz nie mamy czasu. Ruszajmy czym prędzej, a po drodze wszystko wam opowiem. Ruszajmy moi mili.

Cóż teraz mogli począć nieszczęśni? Udali się w daleką, nieznaną, pełną niebezpieczeństw drogę, zgodnie ze wskazówkami poczciwej niewiasty. Już opadali z sił, gdy na ich drodze niespodziewanie pojawił się szałas dziwnego człowieka, który medytując z zamkniętymi oczami niczym wróż jakiś, zwrócił się do tułaczy tymi słowy.

- Dokąd zmierzacie wędrowcy?- zagadnął dziwny ten człek

- Myślę że – jeśli wierzyć pewnej kobiecinie – właśnie do ciebie panie. Postępowaliśmy wedle jej wskazówek: obraliśmy kierunek i jesteś pierwszym człowiekiem, którego spotykamy na swojej drodze – odpowiedział śmiało pasterz

- A kto jest z tobą? – zapytał

- To moja żona Anna i jedyny już syn mój Bolko – odrzekł prędko starzec

- A dlaczego to owa kobiecina wskazała wam tę drogę?- zagadnął wróżbita

- Pomogłem jej niegdyś w pewnej sprawie, niestety za czyn mój wygnany zostałem z królestwa – odpowiedział skromnie Jakub

- Oj biada nam biada, panie – żaliła się Anna

- Jest mi bardzo przykro, ale cóż jeszcze powiedziała ta kobieta? – zapytał wróż

- Dała mi ten oto zwój, którego niestety przeczytać nie potrafię. Tobie właśnie kazała mi go dać – rzekł Jakub wręczając wróżbicie zwój pergaminowy.

Wróżbita długo wpatrywał się w zwój, a na jego twarzy rysowało się stopniowe zrozumienie i smutek zarazem.

 

cz³owiek

mi³o?æ

Wolno?æ

Wróżbita zwinął zwój i - oddając go Jakubowi - zwrócił się do przybyszów

- Już wiem kim była ta nieszczęsna niewiasta. To siostra moja rodzona i przykro mi słyszeć, że źle się jej wiedzie. Mnie nazywają Prohor i jestem wróżbitą, a na zwoju tym są zapisane magiczne słowa, coś w rodzaju rodzinnego szyfru. Wiem jedno – muszę wam pomóc i chyba wiem jak- powiedział smutnym głosem pustelnik

- Dobrodzieju! Cóż zatem uczynić mamy?- z nadzieją w głosie zapytała Anna

- Weźcie ten zwój i udajcie się w kierunku tego ciemnego i ponurego lasu. Najpierw dojdziecie do rzeki, której wody wydają się tak samo ciemne, jak ten las. Nad tą rzeką, przy wysokim dębie, swój szałas ma córka moja Kama. Mieszka tam sama, bo odludek z niej straszny – podobnie zresztą jak ja, i podobnie jak ja posiada ona dar albo przekleństwo może –sam nie wiem – wróżenia... – pouczył przybyszów Prohor.

- Wielkie dzięki wróżbito, nie zapomnimy ci nigdy tego, coś dla nas uczynił. I modlił się będę o twoje zdrowie. I o to też, abyśmy kiedykolwiek mogli się tobie odwdzięczyć – grzecznie rzekł Bolko.

- Miło mi to słyszeć młody człowieku, ale to ja będę wam wdzięczny dozgonnie, a zwłaszcza tobie Jakubie, że pomogłeś mojej kochanej siostrze. Ale idźcie już na Boga, bo słońce zachodzi! Nie zwlekajcie! I pozdrówcie moją córuchnę!

Udali się wędrowcy w kierunku wskazanym przez Prohora, nad rzekę pod wysoki dąb, gdzie szałas swój miała wieszczka Kama, córka Prohora.

- Witaj panienko! Wróżbita Prohor wskazał nam tę drogę i –jeśli się nie mylę –jesteś córką jego? – zapytał Jakub, gdy zbliżyli się do szałasu wróżbitki

- Zaiste, jestem córką wróżbity, miło was poznać. A cóż to was do mnie sprowadza? – zapytała uprzejmie Kama

- Znać, żeś uprzejmą i mądrą niewiastą... – zaczął Jakub

- I piękną tatko... – wtrącił się Bolko

- Cicho, nie przerywaj mi Bolko! – uciszał Jakub syna, trącając go lekko łokciem - Otóż ja, a na imię mam Jakub, moja żona Anna i ten nicpoń Bolko, zostaliśmy wygnani z królestwa. Wcześniej spotkałem kobiecinę poczciwą, która okazała się twoją ciotką, i która dała mi ten zwój, i wskazówki, co mam z nim zrobić. Po wielu dniach wędrówki dotarliśmy do ojca twego, a ten zaś skierował nas do ciebie, abyś objaśniła nam sens tych słów, które jakoby szyfrem jakimś być mają.

Jakub wręczył zwój Kamie, ta zaś szybko go przeczytała i odeszła trochę na bok, ale do wędrowców i tak dotarły jej słowa

- Wiedziałam, że dzień ten kiedyś nadejdzie, że spełni się przepowiednia i odtąd to ponure i zapomniane przez wszystkich miejsce na zawsze zmieni swoje oblicze – głośno myślała Kama. Te trzy słowa – tu zwróciła się do wędrowców - mają wielką wartość i wielką moc, te trzy słowa, to wszystko, co dla ludzi jest najważniejsze. Bez nich człowiek jest jak ziemia jałowa, jak matka bez potomstwa

- Jakie piękne jest to, co mówisz moje dziecko, ale bardzo to wszystko tajemnicze i chyba trochę lekiem nas napawa... – w głosie Anny wyczuwało się zmartwienie

- I słusznie, i niesłusznie się obawiacie. Przed nami bowiem wędrówka przez ponury i mroczny las, pełen dzikich zwierząt i innych niebezpieczeństw. A największe z nich czyha w Smoczym Wąwozie, bo właśnie tej jedynej drogi do naszego celu strzeże okrutny smok. Niejednego śmiałka ma on już na sumieniu. Ale nie martwcie się, poradzimy sobie z tym. Wszak znamy magiczne słowa. Niedługo przekonacie się jaką mają moc – w słowach Kamy wyczuwało się nadzieję i radość.

- Nie wiem, czy się nie mylę, ale jeśli dobrze zrozumiałem, to będziesz nam towarzyszyć w tej wyprawie? – upewniał się Jakub

- Tak Jakubie, wyruszę razem z wami, tak jak stoi w przepowiedni... – tajemniczo obwieściła wróżbitka

- Niech ja tylko dopadnę tę bestię! – wymachując pięścią, z zacięciem w głosie wykrzyczał Bolko na wieść o drodze przez Smoczy Wąwóz

- Nie odgrażaj się Bolko, niejeden śmiałek już tak mówił – strofowała syna Anna

- A wiadomo choć, co celem jest tej naszej wyprawy? – zapytał Jakub

- Pewnie was to zdziwi, ale jest to ziarno pewnego drzewa – oznajmiła Kama

- A jakież ziarno warte jest tego, aby narażać się na takie niebezpieczeństwa? –zapytała z zatroskaną miną Anna

- Tyle tylko powiem, że ono odmieni wasze życie. Bądźcie cierpliwi i zaufajcie mi. A teraz posilcie się i odpocznijcie trochę przed wyprawą. Niedługo wyruszamy – zaleciła piękna wróżbitka

Gdy wypoczęli i posilili się, nastał czas najwyższy, aby wyruszyć w dalszą drogę.

Podjęli ten trud wędrowcy, choć droga wedle słów Kamy była trudna i niebezpieczeństw pełna, bo wiodła przez Ponury Las. Wiele uszli dzielni podróżnicy, ale niewiele mieli do stracenia, a za to dużo do zyskania. Cały czas na duchu podnosiła ich przewodniczka – mądra i piękna Kama.

- Kamo, może odpoczęlibyśmy trochę - siły u mnie i Jakuba już nie te, co dawniej – zapytała strudzona Anna

- Samej mnie to przyszło na myśl, tym bardziej, że jesteśmy już blisko Smoczego Wąwozu – odpowiedziała Kama

- To spocznijmy nieco – rzekł Jakub, który też był u kresu sił. Bolko! Chodź tu do mnie! – zawołał do siebie Jakub syna, a Anna podeszła do dziewczyny

- Tak, jak tatko każe... –posłusznie odrzekł Bolko.

Poszli nieco na bok, aby niewiasty nie usłyszały sekretnej ojca z synem rozmowy.

- Przypominasz mi trochę pewnego chłopca jakieś pół wieku temu – zaczął Jakub

- O czym mówisz tatko? – zdziwił się Bolko

- A o tym, że wtedy ja też miałem takie maślane oczy jak ty teraz, gdy zobaczyłem twoją mamę – rzekł Jakub uśmiechając się do swoich myśli

- Oj piękna ci ona jest, oj piękna tatko... Aż w piersi coś ściska. Ale mów tatko ciszej nieco, bo jeszcze coś usłyszy – zaniepokoił się Bolko

- Jeśli jest tak samo mądra i uważna, jak jest piękna, to te wypieki na twarzy już dawno cię zdradziły – śmiejąc się rzekł Jakub.

- Nie może to być tatko, to aż tak widać?! Co robić mam, jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem? Chyba się ze wstydu spalę... – rzekł zmieszany i zawstydzony młodzieniec

- No cóż, mój synu, każdy jakoś musi sobie z tym poradzić. Nie ty pierwszy i nie ostatni zapadłeś na tę piękną chorobę... – tajemniczo i sentencjonalnie wyrzekł starzec.

Tymczasem do mężczyzn zbliżała się Kama, co oznaczało, że muszą zakończyć tę poważną i zabawną jednocześnie męską rozmowę.

- Mam nadzieję, że odpoczęliście trochę, bo trzeba nam dalej iść w drogę – rzekła.

- Lęk mnie straszny bierze Kamo, co z nami będzie? Nasz król był srogim władcą, ale smok... – jak zwykle martwiła się Anna.

- Nie lękaj się Anno, wyjdź naprzeciw przeznaczeniu. Idźmy – w jej głosie słychać było mieszankę pewności i nadziei.

- Już nie mogę się doczekać, kiedy skończę z tym potworkiem! – z bohaterskim uśmiechem na twarzy odgrażał się Bolko.

- Już niedługo zobaczysz swego potworka. Mam nadzieję, że wtedy też dobry humor będzie ci sprzyjał. Jeśli chcesz, możesz iść pierwszy – wyraźnie drwiła sobie Kama ze śmiałka.

- Czemu nie! – odparł zuch Bolko, wysuwając się na czoło - Ja mu pokażę!

Niedaleko uszli, kiedy - zgodnie ze słowami Kamy- na ich drodze pojawił się smok. Trzy głowy miała bestia, potężne skrzydła, a ogon ogromny, najeżony kolcami

- O matko jedyna, to on! – śmiertelnie wystraszył się Bolko

- Kto się ośmiela zakłócać mój spokój?! – zapytał tubalnym, mrożącym krew w żyłach głosem smok

- Sta...sta...nąłeś na drodze naszej wędrówki, je...jeśli nie chcesz zginąć, to nas przepuść po do...dobroci! – wyjąkał z trudem Bolko i wyraźnie nie było mu do śmiechu

- Cha, cha, cha! Wielu śmiałków przed tobą wypowiadało podobne słowa i ich kości bieleją teraz na zboczach wąwozu. Zawróć jeśli życie ci miłe, bo inaczej dołączysz swoje kości do grona tych zuchów chi, chi, chi! Jedynym sposobem na przejście tego wąwozu jest odgadnięcie moich zagadek, ale nikomu dotąd się to nie udało. Dlatego ostatni raz powiadam uciekaj czym prędzej i ocal swoje nieszczęsne życie - smok śmiał się tym lekceważącym śmiechem, jaki płynął z siły i przewagi nad ludzką istotą.

- Chwila, chwila! Zagadki powiadasz, czemu nie? Jest ze mną tatko mój i mateczka oraz nasza bardzo mądra przyjaciółka Kama, czy oni też mogą rozwiązywać te zagadki? – zapytał odważniej już Bolko.

- Mogą odpowiadać tylko osoby ze sobą spokrewnione, z jednej rodziny –takie są reguły! Biada wam jednak – jeśli nie odgadniecie, to wszystkich czeka was okrutny los! – grzmiał smok.

- Tatko, mateczko chodźcie tu bliżej- zwrócił się Bolko do rodziców. Smok przepuści nas, jeśli odgadniemy jego zagadki. Jeśli nie to podzielimy los wszystkich śmiałków, których kości bieleją na zboczach wąwozu.

- Leciwi jesteśmy i zbliża się kres naszych dni, ale przed tobą Bolko całe życie – zatroskał się stary ojciec.

- Przykro słyszeć te słowa synu, ale z drugiej strony los nasz i tak jest niepewny. Nie wiem, co począć – powiedziała Anna, a jej matczyne serce pękało z bólu.

- Nie mamy wielkiego wyboru- jak zawrócimy, to i tak nie mamy co począć. Musimy spróbować – z determinacją rzekł Bolko.

- Niech tak będzie! – zawyrokował Jakub.

Po krótkiej radzie rodzinnej, na której na szale wagi losu położyli swoje życie Bolko zwrócił się do bestii.

- Smoku przystajemy na twoje warunki, ale jaką mamy pewność, że dotrzymasz słowa i nas przepuścisz?

- Jak śmiesz zarzucać mi kłamstwo! Owszem wielu ludzi nie uszło stąd z życiem, ale tylko dlatego, że przyrzekłem kiedyś, że wypełnię swoje zadanie i nie przepuszczę tędy nikogo niegodnego. I to jest mój dowód na prawdomówność, choć jest mi z tym źle i nieraz płakałem nad losem tych nieszczęśników. Jestem strażnikiem tego przejścia, a właściwie tego, co znajduje się za wąwozem i wypełniam tylko powierzone mi zadnie najlepiej jak potrafię. Jestem strażnikiem przepowiedni – wykrzyczał oburzony smok.

- Ja chyba śnię jakiś koszmar i jeszcze się nie obudziłam. Znowu jakaś przepowiednia, tajemnica, smok! – znów w głosie Anny pojawił się lęk i niedowierzanie.

- Zaufamy ci smoku. Co mamy odgadnąć? – zapytał Jakub.

- Trzy zagadki, niech los wam sprzyja – odrzekł beznamiętnie smok.

- Dalej smoku, mów – ponaglił zniecierpliwiony Bolko bestię.

- ,,Mają ją ptaki, choć nie wszystkie

Ma ją wiatr i na wietrze liście” – wyrecytował potwór.

- Oj ciężko z nami tatko, toć istny szyfr – Bolko najwyraźniej stracił pewność siebie.

- Biada nam nieszczęsnym, już po nas! – wtórowała mu Anna.

- Zastanówmy się. Ptaki mają dzioby, pióra, skrzydła, łapki, ale nie ,,ją”. Tu musi chodzić o coś innego, coś co ma tez wiatr i liście na wietrze. Wiatr, jak to wiatr hula sobie gdzie chce, a liście nim targane też wędrują jak wiatr zawieje. Ale gdzie tu ptaki? Czekajcie, chyba mam! Niektóre ptaki zamykane są w klatkach, czego im brakuje? – tylko Jakub zachował zimną krew i wymówił te słowa, jakby głośno myślał.

- Swobody tatko! – krzyknął Bolko, wiedząc, że ta zagadka jest już rozwiązana.

- Tak, synu. Brakuje im wolności! – potwierdził Jakub.

Gdy biedaczyny nabrali pewności, że ta zagadka przestała nią w istocie być, Bolko zwrócił się do smoka.

- Smoku! Rozwiązaniem tej zagadki jest WOLNOŚĆ.

- To nadzwyczajne, to jest ta odpowiedź. Jak na to wpadliście? – z niedowierzaniem zapytał smok.

- Nieraz pilnując stada owiec zazdrościłem ptakom fruwającym po niebie, że nikt nimi nie rządzi, że są wolne. Ale wtedy pomyślałem, że są też ptaki więzione przez ludzi w klatkach. Sam o sobie myślałem właśnie tak, że jestem uwięzionym w klatce ptakiem, który pragnie wolności, ale nie jest mu to dane, bo jest więźniem władcy-tyrana – smutno odpowiedział siwy człowiek.

- Zaczynam ci współczuć starcze, bo sam jestem jakby zakładnikiem swego losu, ale nie czas na sentymenty - czas na kolejną zagadkę:

,,Nie mija króla ni żebraka,

dziwna choroba ta przyjemna

mąci w umysłach, w piersiach ściska

po nocach spać nie daje.

I lepiej, abyś uwierzył, że jeśliś nie chorował na nią -

toś nie żył”

- Mąci mi się w głowie od tych sprzeczności: przyjemna choroba, nie chorował – to nie żył. Kto tu może coś zrozumieć? – w głosie Anny wyczuwało się niezmienną troskę i niedowierzanie.

- Zaiste trudno pomiarkować, o co tu chodzi... Ściska w piersiach, mąci w umysłach. . . Zaraz, zaraz...Bolko, pamiętasz naszą rozmowę przed Smoczym Wąwozem? – Jakub zapytał syna.

- Tatko, jakżeby inaczej. O niczym innym nie myślę – powiedział Bolko wyraźnie się rumieniąc.

- To myślę, że znasz rozwiązanie tej zagadki... – rzekł pewnie Jakub.

- Ale tatko, myślałem, że to jest nasza tajemnica. Ciszej, bo jeszcze Kama usłyszy – zaniepokoił się Bolko.

- Wiem, wiem synu. Ja to powiem – po czym zwróciwszy się do smoka rzekł-Smoku czy byłeś kiedyś zakochany?

- A dlaczego o to pytasz? – smok zmieszał się trochę.

- Bo jeśli nie byłeś zakochany, toś nie żył smoku. Zakochanie, to jest MIŁOŚĆ jest rozwiązaniem twojej drugiej zagadki, nieprawdaż? – zagadnął z ironią w głosie Jakub.

- Dawne to były czasy... – rozmarzył się smok. Ale co? Tak, tak... O do stu tysięcy baranów! – wykrzyczał słowa, które mogłyby uchodzić za przekleństwo - Nie wiem co powiedzieć, ale to jest prawidłowa odpowiedź – wyczuwało się w jego głosie odrobinę rezygnacji. Nie cieszcie się jednak zbyt wcześnie – rzekł groźnie- bo przed wami najtrudniejsza z zagadek. Mój wuj z dalekiego Egiptu ją wymyślił i dotąd jak żyję, a będzie tego parę setek lat, tylko jeden człowiek -niejaki Ojdipus - zdołał ją rozwiązać:

,,Co to za zwierzę, obdarzone głosem, które z rana chodzi na czworakach,
w południe na dwóch nogach, a wieczorem na trzech? ”

- Cała nadzieja w tobie tatko, mi nic do głowy nie przychodzi – blady ze strachu wyrzekł Bolko.

- Tak, to twardy orzech do zgryzienia – Jakub walczył ze swymi myślami. Zwierząt o czterech nogach jest wiele – głośno wyjawiał starzec swoje przemyślenia - o dwóch nogach to znam tylko ptaki, a te mają skrzydła, więc nie mogą mieć czterech nóg. A zwierząt o trzech nogach nie znam wcale. I wszystkie zwierzęta jakiś tam głos wydają... – zamyślił się.
- Strach mnie ogarnia, co z nami będzie? Synku mój jedyny. My leciwi, ale ciebie synku nie przeboleję. Jeszcze dziś mam w pamięci jak raczkowałeś, stawiałeś pierwsze kroki... – ze łzami w oczach tuliła Anna swego ostatniego syna.

- Anno! Jesteś naszym wybawieniem! Gdzie moja trzecia noga - zaraz przetrzepiemy nią skórę smokowi – Jakub wyraźnie był w dobrym nastroju i skory był do żartów.

- Tatko chyba wiem, o co ci chodzi... Nie raz oberwało mi się twoją trzecią nogą po grzbiecie. Zawsze mówiłeś wtedy:,, Nie ja cię karcę tylko moja trzecia noga!” – wtórował mu Bolko, który odzyskał już dawny animusz.
- Smoku! To CZŁOWIEK! Człowiek rano, czyli w dzieciństwie chodzi na czworakach, gdy dorośnie czyli w południe życia chodzi na dwóch nogach, a na starość, która jest wieczorem życia chodzi -jak ja – na trzech nogach, podpierając się laską – rzekł pewnie i z zadowoleniem Jakub.

- Siwa i mądra twa głowa Jakubie. Tak, zaiste człowiek jest tym zwierzęciem- odezwał się z uznaniem i nutą smutku w głosie smok.

- Ale co to smoku? Wydaje mi się, ze posmutniałeś... – zapytał Jakub.

- To nie tak.. Cieszę się, bo spełniła się przepowiednia. Oto poczciwi, biedni i mądrzy ludzie dotrą do cudownego ziarna. Ale masz rację starcze, jest mi smutno, bo cóż ja teraz pocznę. Samotny byłem tu zawsze, ale miałem swą misję. A teraz zostanę sam, bez celu w życiu i z wyrzutami sumienia, bo tylu odważnych ludzi postradało swoje życie, by spełniła się przepowiednia - smok był bliski łez.

- Nie jesteś sam smoku! Widać, że nie jesteś zły, a wypełniałeś tylko swoje posłannictwo. I widać, że dotrzymujesz danego słowa także i nam. Zostań naszym przyjacielem i obrońcą – zaproponował wzruszony wyraźnie Bolko.

- Doprawdy? Chcecie się przyjaźnić z taką bestią?- zdziwił się smok.

- Tak smoku, bądź nam przyjacielem! – zaproponowała Anna.

- Dobrzy z was ludzie, ale ja nie mogę iść z wami. Wzbudzałbym jedynie strach i odrazę. Ale za przyjaźń i dobre słowo dziękuję. Dam wam pewien przedmiot, magiczną fujarkę. Jeśli kiedykolwiek będziecie w potrzebie, czy w zagrożeniu- zagrajcie na niej, a ja przybędę wam na pomoc- odrzekł w wyraźnie lepszym już humorze smok.

- Dzięki ci smoku, na pewno dotrzymasz słowa, bo wiesz, co to honor. Ale czy mógłbyś nas teraz przepuścić? – zagadnęła Kama.

- Droga wolna, a do tego też niedługa i bezpieczna. Dalej nic wam już nie zagraża. Idźcie zdrowi! – pożegnał smok wędowców.

- Do zobaczenia smoku! Niedługo się znów spotkamy! Wszak nie ma innej drogi powrotu, niż przez Smoczy Wąwóz- rzucił na pożegnanie Bolko.

- Tak, tak. Znów się spotkamy. I dziękuję wam. Nawet nie wiecie, ile wasza przyjaźń i przebaczenie dla mnie znaczą! – tu znów trudno było ukryć smokowi wzruszenie, a w jego oku zakręciła się łza.

Pożegnawszy smoka nasi utrudzeni wędrowcy udali się w dalszą drogę. Zmęczeni, ale wyraźnie szczęśliwi, że udało im się ocalić życie. Jakub pierwszy przerwał milczenie:

- Najgorsze chyba za nami, ale jak odnajdziemy to ziarno?

- Właśnie! Nie wiemy, gdzie go szukać – wtórował ojcu Bolko.

- A jak myślicie? Dlaczego z wami poszłam? - pytaniem na pytanie odpowiedziała Kama.

- Pewnie wiesz coś na ten temat... – domyśliła się Anna

- Ziarno ukryte jest na półce skalnej u stóp Tajemniczej Góry – poinformowała Kama.

- A co w tej górze jest tajemniczego? – zagadnął Bolko.

- A to mniej więcej, że góra ta dziwnie się zachowuje, gdy ktoś niepowołany chce pozbawić ją skarbu, po który idziemy. Nieproszonych gości wita lawiną kamieni i w ten sposób broni cudownego ziarna. Ale do tej pory nikt się jeszcze o tym nie przekonał, bo nikt tam nie dotarł. I to będzie właśnie ostateczny sprawdzian dla was, czy to wy właśnie macie odebrać jej skarb – Kama zaspokoiła ciekawość młodzieńca i jego rodziców.

- A już myślałam, że na smoku skończyły się niebezpieczeństwa tej wyprawy – znów zatroskanie Anny dało znać o sobie.

- Każda wyprawa w nieznane może nas czymś zaskoczyć...Jak to w życiu – odrzekła Kama.

- O! Widzę jakiś niewyraźny zarys szczytu, może to być ta góra? – zasugerował wyraźnie poruszony Jakub.

- Z pewnością, bo tam nie ma innych gór – potwierdziła przypuszczenia starca Kama.

- Kamo, ale skąd ta góra może wiedzieć, czy ktoś jest - jak to powiedziałaś - ,,powołany”, aby pozyskać ten skarb? – Bolkowi dalej ta sprawa nie dawała spokoju.

- Miłość to potężna siła, która promieniuje na cały świat. Ta góra rozpoznaje  energię dobrego serca... – zaczęła objaśniać tajemniczo piękna wróżbitka.

- Ale kto z nas będzie mógł zbliżyć się do góry? Kto niby ma taką energię i nie  postrada życia za swoje zuchwalstwo?- z przejęciem zapytał Jakub.

- To dosyć proste Jakubie. Ziarno pozyska ten, od którego to wszystko się  zaczęło, czyli właśnie ty! – odparła krótko Kama.

- Jeśli dobrze wnioskuję, to ta kobiecina kiedyś na pastwisku nie zjawiła się tam  przypadkowo? – domyślił się Jakub.

- Dobrze myślisz Jakubie, to wszystko było w przepowiedni – odpowiedziała  Kama.

- Wiesz co? Coś w tym jest Kamo... Wiele lat przeżyliśmy z Jakubem i mogę to teraz powiedzieć, że codziennie wyczuwam w nim tę dobroć serca, pomimo wielu smutków i niesprawiedliwości, które razem znosiliśmy – słowa Anny zdawały się być potwierdzeniem słów Kamy.

Tymczasem dzielna gromada zbliżyła się do stóp góry. Ich zmęczone wędrówką nogi wyraźnie odczuwały dziwne drżenie ziemi.

- Chyba jesteśmy na miejscu- zauważył Bolko.

- Dalej może iść tylko Jakub. Odwagi dobry człowieku – stanowczo i z zachętą jednocześnie w głosie zawyrokowała Kama.

- Idź pewnie mężu! Nie wahaj się!- dodawała otuchy Jakubowi Anna.

Jakub, nie ociągając się zbytnio, oddalił się od reszty. Po kilku chwilach wrócił, trzymając w dłoniach szkatułkę, zawierającą cudowne ziarno.

- Oto ono, ale co dalej? Gdzie zasiejemy to ziarno? – zapytał Jakub pokazując wszystkim tajemnicze pudełko.

- Najlepiej tam, gdzie spotkaliśmy Kamę. To miejsce odludne i nikomu się nie
narazimy – zaproponował Bolko.

- A ty Kamo co o tym myślisz? – odwołał się do mądrości Kamy Jakub.

- Myślę, że Bolko dobrze wybrał miejsce – odpowiedziała dziewczyna.

- To spocznijmy trochę i w drogę. Ciekawe co u smoka? – powtórnie zaproponował Bolko.

- Tak, koniecznie musimy nabrać sił przed drogą powrotną – Annie najwyraźniej spodobał się pomysł syna.

Wiele trudnych dni spędzili wędrowcy w drodze powrotnej, ale nie trapił ich już strach i niepewność o własny los. Po krótkiej gościnie u smoka wyruszyli w dobrych nastrojach i w końcu dotarli pod szałas Kamy.

- Wreszcie jesteśmy na miejscu – z ulgą oznajmił zmęczony , ale też szczęśliwy Jakub.

- Kiedy zasiejemy ziarno? – niecierpliwił się Bolko.

- Najlepiej od razu – na co mamy czekać?- zaproponował Jakub.

- Racja Jakubie, zróbmy to teraz! – poparła męża Anna.

- Dobrze. Niech każdy z nas weźmie trochę ziarna i siejmy! – zachęciła towarzyszy Kama.

Nie ociągając się zbytnio, podzielili rozległą polanę na cztery części i każdy zabrał się do wysiewania cudownego ziarna. Gdy już skończyli, zmęczony i zadowolony jednocześnie z porządnie wykonanej pracy Jakub zaproponował:

- Myślę, że należy się nam solidny odpoczynek...

- Czytasz w moich myślach Jakubie, padam ze zmęczenia! – oznajmiła Anna.

Znużeni, pogrążyli się wszyscy w błogim, twardym i zasłużonym śnie. To, co zobaczyli po obudzeniu się wprawiło ich w taki zachwyt, że przez dłuższy czas w tym zachwycie tylko milczeli.

- Jak tu cudnie Jakubie! - Anna pierwsza wyraziła swoje uczucia.

- Kama dobrze mówiła – to ponure i zapomniane przez wszystkich miejsce zmieniło swoje oblicze. Już wiem, gdzie spoczną kości nasze – wzruszony Jakub, tuląc ją, zwrócił się do żony.

- Widok przecudny, jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Warto było odbyć tę wyprawę – z przekonaniem rzekł Bolko do Kamy.

- Tak, wyjątkowo pięknie tu i...

- A czy mogłabyś wyjawić te trzy magiczne słowa ze zwoju? Strasznie mnie to ciekawi – zapytał Bolko nim Kama skończyła.

- Znasz je Bolko - wypowiedziane zostały w Smoczym Wąwozie: Miłość, Wolność, Człowiek – wyszeptała z zadumą Kama.

- Tak, to naprawdę magiczne słowa... – przytaknął znacząco Bolko i zatopił się we własnych myślach.

- Bolko, cóż tak się zamyśliłeś? – zapytała Kama.

- Kamo, bo ja...

- Ciii... Nie mów nic Bolku... To też było w przepowiedni...-tym razem przerwała Bolkowi Kama.

 

* * *

 

Tak oto cudowne drzewo o lśniącej srebrno-białej korze zwane brzozą, dzięki poczciwinie Jakubowi i jego bliskim dało początek osadzie, którą nazwano Brzozówką. Ciemny i ponury las z czasem wykarczowano, ale na pamiątkę tamtych czasów rzekę o ciemnych wodach nazwano Czarną - i tak jest po dziś dzień.

Bolko i Kama pobrali się oczywiście i dochowali się licznego potomstwa. Ich pierworodny syn Jaśko, dusza rogata, nie chciał usiedzieć na miejscu i wyruszył w świat szukać przygód. Wrócił jednak po pewnym czasie, bo wiedział, że tam jest jego miejsce w świecie. Na cześć swych ukochanych przodków ułożył pieśń, którą i dziś usłyszeć wśród szumu liści brzóz:

Jak wody, powietrza i chleba,
Jak słowa dobrego, gdy męka,
Tak człowiek pragnie w swym życiu,
Miłości drugiego człowieka.

Jak ptak schronienia przed burzą,
Jak dziecko swej matki w udrękach,
Tak człowiek szuka Wolności,
Od kajdan, okowów ucieka.

Bo czas odwiecznie wciąż goni.
Jak rwąca umyka rzeka.
Czas więc, by człowiek po ludzku
Człowiekiem był dla Człowieka.

* * *

Tekst ,,Legendy Brzozówki” stanowi epicką wersję przedstawienia, opartego na oryginalnym scenariuszu opracowanym wspólnie przez uczniów kl. V, w ramach kółka teatralnego pod kierunkiem merytorycznym mgra Janusza Kity w roku szkolnym 2008/2009.

W tym miejscu pragnę również złożyć podziękowania na ręce Pani mgr Edyty Kłosek za opracowanie i wykonanie przepięknej scenografii na potrzeby inscenizacji.

Współautorami tekstu są:
Justyna Bąba - Anna
Miłosz Drwal - Bolko
Patryk Gawlik - Smok
Justyna Golba – Narrator-Kronikarz
Krystian Kapustka - Król
Piotr Kurek – Strażnik I
Kamila Małochleb – Kama
Przemysław Skrukwa - Jakub
Łukasz Świątek – Strażnik II
Katarzyna Urzędowska – Kobiecina- Wróżka
Mateusz Wilk - Prohor

 

 

Strona główna

Copyright © 2011 Aleksandra Kozioł